Mam mieszane uczucia po 4 Rajdzie Magurskim. Niby dobrze się jechało, pozycja na mecie jest średnio zadowalająca, ale przynajmniej jest meta. Przed rajdem ustaliliśmy, że pierwszą pętlę jedziemy zachowawczo, żeby przypomnieć sobie jak się jeździ naszym samochodem. Wielkie było nasze zdziwienie, gdy na mecie pierwszego przejechanego odcinka byliśmy na pierwszym miejscu. Ostatni odcinek pierwszej pętli - Ropę przejechaliśmy zachowawczo, bo mimo zimówek z przodu, nie byłem pewien zachowania na asfalcie opon kolcowanych z tyłu.
Na drugiej pętli po zapoznaniu się z warunkami na drodze postanowiliśmy mocniej zaatakować. I niestety na Hańczowej za szybko weszliśmy w zakręt, nie wydało i wylądowaliśmy poza drogą. Na miejscu było tylko dwóch fotoreporterów, którzy rzucili się do wyciągania auta ze śniegu, lecz niestety we trójkę z Michałem niewiele zdziałali. Praktycznie się poddaliśmy, ale w ostatniej chwili znalazło się jeszcze chyba 5 kibiców i wspólnymi siłami wyjechaliśmy z tej przeklętej zaspy. Dzięki! Niestety, zajęło to ponad 10 minut i dla nas już było po rajdzie. Nie pomogła nawet wygrana na kolejnym oesie i drugi czas na ostatnim.
Chciałbym podziękować mojemu pilotowi Michałowi oraz mechanikom: Stefanowi, Kamilowi, Piotrkowi i Bzykowi za to, że mnie wspierali i też dzięki nim jestem na mecie. Moje starty wspierają firmy: Inwest Profil, Aluprof oraz Nice, którym również chciałbym serdecznie podziękować. Do zobaczenia na kolejnych imprezach!




