Z Wyścigu w Sopocie wracamy z lekko uszkodzonym samochodem, ale trudno powiedzieć, że jesteśmy niezadowoleni. Poza tą przygodą, w której uszkodzeniu uległy tylko felgi i tylne zawieszenie, było w miarę OK. Mówię tylko, bo dokręcona piątka i bliskość drzew mogły spowodować, że konsekwencje tej wycieczki krajoznawczej mogły być znacznie poważniejsze.
Sobota przywitała nas niezwykle zaciętą walką. Co prawda wygrałem klasę, ale różnice do następnych zawodników w klasyfikacji generalnej wynosiły bardzo niewiele. Trzech zawodników zmieściło się w jednej sekundzie. Jak widać było niezwykle ciasno, z czego właściwie jestem zadowolony - fajnie znowu się ścigać o części sekundy.
W niedzielę niestety przytrafiło się to nieszczęsne zwiedzanie pleneru i mimo szybkiej naprawy auta i startu do drugiego podjazdu wyścigowego, nie zostałem sklasyfikowany. Szkoda trochę tych punktów, ale tak wygląda rywalizacja. Jestem bardzo zadowolony z odporności samochodu na takie przygody. Mogło być na prawdę dużo gorzej, jakby nie jego wytrzymałość. Od początku sezonu spisuje się rewelacyjnie. No, może oprócz chimerów na Siennej, gdzie w strugach deszczu przez noc trzeba było reanimować skrzynię biegów.
Tradycyjnie starty w zawodach wpierają firmy Inwest-Profil, Aluprof oraz Nice, którym należą się serdecznie podziękowania. Pamiętamy też o wszystkich kibicach, którzy jak zawsze tłumnie zagrzewają do walki o jak najwyższe lokaty. Dziękujemy i do zobaczenia!




